Urodziny








Nigdy nie obchodziłam urodzin z pompą, nigdy też nie miałam takiej potrzeby, nie udostępniam nawet prawidłowych dat na żadnych portalach. Cieszy mnie domowe ciasto, drobne prezenty, w które została włożona miłosna intencja i czas na wykonanie (dzieci). 

Wczoraj miałam idealny dzień :) po 10:00 zebrałam się załatwić kilka drobnych spraw przed wyjazdem. Przy okazji podjechałam oddać kilka rzeczy do charity shop - ostatnio wywieźliśmy tam sporo pokaźnych toreb po porządkach na strychu, a i tak czegoś zapomnieliśmy zabrać, więc taka mała dogrywka. Przy okazji przejrzałam wieszaki i regały. Wyszłam z książkami dla dziewczyn :) w drugim charity shop obok przeglądałam sukienki, gdy weszła pani oddać lampę - powiedziała, że jest nowa, ale jednak nie pasuje do ich domu. Pani obsługująca z uśmiechem przyjęła, od razu sprawdziła, czy działa, i zaczęła wypisywać cenę - podeszłam od razu powiedzieć, że kupuje :D to było ikeowska Desja, która od dawna mi się podobała, kupiona za ułamek ceny. Znalazłam jeszcze piękną sukienkę, będzie w sam raz na wakacje we wrześniu 


W domu zostałam wyprawiona na odpoczynek na górze z kawą mrożoną, czuć już było zapach ciasta. Niedługo później zostałam zawołana na dół, gdzie czekał lekki torcik na erytrolu, z borówkami i truskawkami, świeczek było tylko 7, ale co mi tam, dodatkowe 30 mogłoby się nie zmieścić :D uważnie przemyslalam życzenie :D uleciało mi trochę happy tears na widok kartek od dziewczyn i prezentów - wczesniej podpowiedziałam, co mogłoby mi się spodobać, wybrali idealnie. Bo czego mogłaby chcieć osoba, która już wszytsko ma? Drobnego naszyjnika na pamiątkę miłości i porządnej butelki termicznej :D


Po celebracjach mąż szybko ogarnął prowiant, ja kuchnię, i pojechaliśmy na wycieczkę do wodospadu. Przepiękna sceniczna trasa - Old Military Road, możecie sobie doczytać, jest naprawdę bosko. Niestety tym razem mogliśmy częściowo podziwiać efekty kilkudniowego pożaru - okres słońca i braku deszczu był przyjemny dla ludzi, ale dla natury niekoniecznie. Ciekawostka: w zeszłym tygodniu chciałyśmy tamtędy jechać na hike z dziewczynkami, ale w pewnym punkcie trasy zamknięto drogę właśnie ze względu na rozpoczynający się pożar - były helikoptery. Musiałyśmy zawrócić i pojechałyśmy koniec końców do pobliskiego Hell Fire Club. 

Ale do brzegu, wczoraj padło na Powerscout Waterfall, gdzie zostaliśmy 4 godziny. Widzieliśmy dzikie kozy, łaziliśmy po rzece, zbieraliśmy błyszczące kamyczki. Na trawie przed wodospadem był dziki tłum, ale wystarczyło odejść trochę na bok, żeby cieszyć się samotnością ;) zdjęcia na początku wpisu. Cudowny dzień i oby jak najwięcej takich 


Wieczorem lecimy do Warszawy. Mąż zostaje. Drżę na myśl o upale ;) 


Komentarze

  1. Wszystkiego dobrego! Cudnie świętowaliście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym uczestniczyć w waszych wycieczkach. Irlandia kojarzyła mi się z wszechobecną zielenią i jednym wodospadem, a tu proszę - góry, doliny, wąwozy, morze, plażę, klify. Ah, i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Życzę Ci nie tylko spełnienia marzeń oraz sukcesow, ale również tylko takich chwil, jakie uchwyciłaś na zdjęciach i opisałaś tutaj :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze! Ikea ma nieograniczony czas na zwrot nieużywanych przedmiotów… no ale dobrze dla Ciebie że nie każdy o tym wie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję 🩵🩵🩵 tak, ja też o tym nie wiedziałam :D

      Usuń
  4. Wszystkiego najlepszego! Ja tez urodzin nigdy nie obchodze. Wiesz, jak tak Ciebie czytam i porownuje do mojego zycia w biegu...tesknie za taka sielskoscia, spokojem i malymi gestami. W tym roku jakos mocno to sobie uswiadamiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Low buy year edycja druga

Another day, another hike ;) Ale trochę też napiszę o pracy