Zwolnienie
Od wczoraj jestem na zwolnieniu. Nie będę się rozpisywać, bo to nie jest na to miejsce, dość powiedzieć, że po spotkaniu typu one to one z moją managerka w środę rano kilkakrotnie płakałam zamkniętą w łazience w biurze, zaliczyłam dwa ataki paniki, kiedy nie mogłam oddychać, i musiałam się umówić na emergency sesję z terapeutką o 20. To był drugi raz, kiedy płakałam w pracy, za pierwszym miałam 26 lat i byłam w ciąży - czyli minęło 10 lat. Spotkanie z nią skończyłam o 8:56, a o od 9:00 zaczynałam sznurek spotkań z klientami, bez przerw z wyłączeniem 20 minut na lunch. Musiałam mówić, że mam alergię, stąd katar i czerwone oczy. Na szczęście spotkania poprowadziłam dobrze. Ale czaicie ten timing? Zostawić mnie w takim stanie na start bardzo trudnego dnia? W dodatku w poczuciu, że nie umiem pracować i jestem nieprzygotowana (chociaż byłam)? Dla kontekstu dodam tylko, że jestem otwarta na krytyczny feedback, doskonale widzę też, że mam problem z wynikami, ale ani ja, ani moja manager...