Boskość
Dzisiaj po wyjściu dzieci do szkoły wypiłam szybką kawę, sprawdziłam prognozę pogody i spontanicznie postanowiłam się wybrać na hike, bo wyjątkowo miało nie padać. Wrzuciłam do plecaka paczkę kabanosów chili, banana i trzy termosy - wodę z miętą w największym, a w mniejszych kawe i matche. Przyznam szczerze, że trochę się bałam - pierwszy raz byłam sama na hike’u, pierwszy raz w ogóle w tym miejscu i nie wiedziałam, czego się spodziewać. Na wszelki wypadek ubrałam się w swoją najbardziej zniszczoną i rozciągniętą koszulkę - nie wywaliłam jej jeszcze tylko dlatego, ze czasami potrzebuje takich ubrań do prac remontowych. Do kompletu założyłam dresy męża, związałam włosy + czapka z daszkiem, i miałam nadzieję, że nikt nie zwróci na mnie uwagi ;) na szczescie nie miałam się czego bać, w górach wprawdzie byli ludzie, ale głównie starsi Irlandczycy, którzy z uśmiechem mnie pozdrawiali, mimo stylowki ;)
było cudownie. Na początku miałam dojść tylko do pierwszego punktu, ale tak mi się spodobało, że poszłam do innego pobliskiego, a stamtąd spontanicznie władowałam się na, jak się okazało, bardzo długa trasę przez dublińskie góry. Niestety w trakcie musiałam przyznać sama przed sobą, że bez sensu iść dalej bez mapy, bo i tak będę musiała zawrócić tą samą trasą, żeby znaleźć auto, ale tak bardzo mi się podobało, że planuje to kiedyś powtórzyć, lepiej przygotowana. Zrobiłam finalnie 12 km i czułam się lekka, wolna i szczęśliwa. Niestety zdjęcia absolutnie nie oddają widoków, ani uroku tego miejsca.
Po powrocie wskoczyłam do kąpieli, a potem obejrzałyśmy z dziewczynkami Wonkę. Wieczor kończę w odcieniach smutku - jak ja będę żyła, jak dzieci będą większe, i nie będą się wtulać i mówić, że kochają?




Ostatnie zdanie towarzyszy mi codzinnie rano gdy patrzę na te male, coraz większe ciała stumpen w siebie w naszym łóżku.. ale wiem że bycie ich mama to najlepsze co mnie w życiu spotkalo.
OdpowiedzUsuńJa przez to rano wróciłam do marzeń o trzecim dziecku… chociaż wiem, że to nie jest rozwiązanie
UsuńWtedy po prostu pojdziesz na tej wedrowce dalej, a dziewczyny wieczorem zadzwonia i powiedza Ci, jak bardzo Cie kochaja i sa z Ciebie dumne ;)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ta wizja :D
UsuńNo coś ty, starsze dziewczyny są fantastyczne! A ty masz tak jak ja dwie córki, może z chłopakami jest podobnie, ja nie wiem, to ci mogę powiedzieć, że to jak druga młodość Moje mają teraz 15 i 22 i nigdy bym się nie spodziewała, jak dużo mamy zawsze do obgadania, jak fajnie jest gotować i piec razem, robić zakupy, nawet meblowe, kiedy można się powygłupiać, testując łóżka i kanapy w sklepach, chodzić do teatru, w gąszcze i na wystawy. Już nie zawsze jestem tą, co wie najwięcej, teraz ja się mogę dowiadywać ciekawostek, polecają mi muzykę, książki, artykuły, plotkujemy razem, żartujemy i w ogóle rozmowy są najlepsze! Updatuja mnie we wszystkim co jest wazne dla ich pokolenia, ucza mlodzierzowego slangu i koryguja moje poczucie stylu modowego hahaha. Taka dziwna kombinacja przyjaźni, troski, humoru i inspiracji, a im bardziej stają się dorosłe, tym bardziej to działa też jak obustronna wymiana. Ja z moimi rodzicami miałam fatalne relacje i wyśmiali mnie, jak zaproponowałam przyjaźń, będąc już dorosła, więc ja zawsze spodziewałam się, że dzieci w najlepszym razie się odsuną i powoli będą znikać z mojego życia, ale póki co wcale tak nie jest, wręcz odwrotnie. Ja jestem mniej zmęczona i strachliwa niż jak były małe i jest łatwiej być na luzie i cieszyć się tym. I nadal się przytulają, chociaż oczywiście rzadziej. Ale za to mówią więcej o swoich uczuciach i przemyśleniach na życie, miłość, świat i siebie, mnie itd. i to jest jak jeden wielki feedback/lustro, bo widzisz wszystko, co im do głów wkładałaś świadomie + to, co same przemieliły swoją osobowością + to, co ci się wymknęło/źle zrobiłaś + pokoleniowe traumy i tradycje = przetworzone, spotęgowane i to jest jak jeden wielki otwieracz oczu. Przynajmniej dla mnie. I pozytywny na szczęście w większości. Z wielu rzeczy jestem dumna z siebie, z innych dumna z nich, że zrobiły mądrzej niż ja i owogle jak to mozliwe ze sa takie madre??, a jeszcze inne musiałam/muszę sobie wybaczyć, bo zrobiłam jak umiałam, ale słabo. Nie da się tego porównać do żadnego innego doświadczenia w życiu! Ja się chyba nigdy tak bardzo i tak świadomie nie cieszyłam z macierzyństwa, (choć ja zawsze ogólnie się tym cieszyłam, ale też dużo lęku w tym było) jak teraz, kiedy właśnie dorastają lub są już dorosłe. Właściwie nic mnie w życiu tak dogłębnie i tak szeroko, i wszechstronnie nie cieszy jak właśnie relacja z nimi i one same! I wcale nie dlatego, że brak mi radości z pracy czy hobby, czy przyjaciół, no po prostu to jest tak intensywne. Ale może ja też uwielbiam macierzyństwo czy jak? Nie wiem hahahah Dla mnie to jest uczuciowo, duchowo i psychologicznie fascynujące zjawisko 😂 Się rozpisałam hahaha
OdpowiedzUsuńA ja kocham, jak się rozpisujesz, i strasznie mi tego brakowało! Zapisuje sobie Twój komentarz i będę do niego wracać w chwilach zwątpienia :D ja też nie miałam nigdy dobrych (=zdrowych) relacji z rodzicami - w bardzo dużym skrócie i uproszczeniu, bo o szczegółach to na terapii rozmawiałam ładne kilka miesięcy ;) tata był nieobecny i odległy, a matka zaborcza, symbiotyczna, kontrolująca; ja oczywiście byłam powierniczką, regulatorka emocji, kłótni, przekaznikiem komunikatów podczas ich chichych okresów (a to mogło trwać miesiącami). Tata już nie żyje, a z mamą praktycznie nie mam kontaktu i te się właśnie balam, ze w przyszłości dziewczyny się będą ode mnie po prostu odsuwać, aż pójdą swoimi drogami. I też kocham macierzyństwo! :D
UsuńPięknie to Kwiatowa opisałaś!
UsuńPiękne widoki! Powiem Ci, że ja też miałam takie rozkminy, a teraz tylko się zastanawiam, jak to możliwe, że za tacy ogromni. 12 i prawie 10 lat, a mają 164cm i 155cm 🤯 A jak się skończyła Twoja historia z dziesięcioma warstwami farby? Sukcesem?
OdpowiedzUsuń