Życie jest pyszne
Przylecieli do nas moja mama i brat, na tydzien, więc we wtorek urwaliśmy się z mężem na całodniową randkę. Bylo bosko, bardzo nam tego brakowało. Spontanicznie mąż umówił nas na golfa, od dłuższego czasu chcieliśmy się razem wybrać. Talentu nie mam za grosz, ale za to on jest dobrym i zachęcającym nauczycielem. Podobało mi się bardzo, chociaż zawsze myślałam, że golf jest nudny :D Oprócz tego było dużo łażenia, kupiliśmy prezenty na urodziny Emilki, byliśmy na kolacji w koreańskiej knajpie, a na koniec zostawiliśmy autko pod domem i poszliśmy jeszcze na drinka do pobliskiego pub’u. I oby więcej takich dni.